czwartek, 20 sierpnia 2015

Trudny okres nastolatek,czyli o mnie.

Hejcia.Dzisiejszego posta chce,a nawet muszę napisać o dojrzewaniu młodych nastolatek,między innymi dziewczyn w wieku mniej,więcej 12-15 lat.Chciałabym zacząć od wyjaśnienia Wam czytelnikom,chociażby dlaczego zadecydowałam o stworzeniu danego postu.Przede wszystkim będę próbowała uświadomić nastolatki,które przechodzą trudny okres,że nie tylko im jest ciężko,ale też ludziom z ich otoczenia.Na wstępie chce napisać,iż owy post nie ma na celu nikogo urazić,a także pragnę Wam powiedzieć,iż będę wzorowała się na moim doświadczeniu z wiadomego zagadnienia.Zacznę od podstawy,między innymi wiem,że jeśli poszperamy trochę w necie to na określony wątek,możemy znaleźć dużo stron,ale nie każda wzoruje się na sobie,czy też swojej rodzinie.Z tej racji,ja chciałabym napisać trochę o mojej przeszłości oraz teraźniejszości.W istocie w wieku od 5 lat do 12 lat byłam bardzo nieśmiałym i spokojnym dzieckiem.Dopiero gdy w piątej klasie poznałam swoją prawdziwą miłość,zaczęłam mieć trudny charakter .Wiem możecie sobie teraz pomyśleć w tak młodym wieku nie ma miłości,ale Ci co nie przeżyli tego,nie zrozumieją.Rodzicie nie mogli dać sobie ze mną rady,wszędzie było mnie pełno.Wychodziłam z domu,nie mówiąc gdzie,z kim i dokąd.Po szkole nie wracałam od razu do mieszkania,tylko chodziłam gdzieś z chłopakiem,nie odbierając od rodziców.Przeważnie też wracałam w wieczornych godzinach.Dorośli nie wiedzieli co się ze mną dzieje i dlaczego tak szybko mogłam z aniołka zmienić się na diablice.W tym czasie też wchodziłam na jakieś dziwne stronki,gdzie musieli płacić dużo pieniędzy za moją głupotę. Do tej pory sama nie mogę uwierzyć w to,że narobiłam tyle stresu i kłopotów moim rodzicom,przecież oni dali mi życie,wychowywali i nadal wychowują na porządnego człowieka,kupowali wszystko co tylko chciałam,a ja robiłam tak,żeby narobić im tylko nie potrzebnych nerwów.W zasadzie do dziś pamiętam jak tata krzyczał,że nie długo przyniosę dziecko do domu,mimo że sama byłam dzieciakiem.Bodajże gdy miałam 14 lat,powoli zaczynałam rozumieć,że weszłam na drogę buntu i postanowiłam się zmienić.Teraz przeszłam metamorfozę o 180 stopni.Rodzice znów odzyskali do mnie zaufanie,a nawet pozwalają mi na rzeczy o których kiedyś mogłam zapomnieć.Z tej całej sytuacji wniosek jest jeden! Zanim zrobicie coś,pomyślcie nad tym ze 100 razy,bo później zrozumiecie,że zrobiliście głupotę.Pamiętajcie Wasi rodzice to najlepsi przyjaciele na zawsze.Szanujcie ich i nie pozwólcie,żeby przez Was mieli kłopoty.Oni za każdym razem,gdy tylko coś będzie nie tak,zrobią wszystko,żeby u Ciebie było lepiej niż wcześniej.Na dzisiaj to wszystko i bardzo przepraszam,iż nie ukazał się post z Jarmarek,ale miałam pewną sytuacje w domu i stwierdziłam,że napisze na ten temat,bo może ktoś dzięki mnie zrozumie,że źle robi.W najbliższym czasie na pewno zostanie spłodzony pościk o zabawie w Klimontowie.Dzięki za uwagę!Dziś na moim blogu ukażą się pierwszy raz cytaty,bardzo proszę,żeby wziąć sobie je do serca.Do następnego!:)


"Rodzice kiedy ich potrzebowałeś.. byli przy Tobie.. Bądź przy nich kiedy będą potrzebowali Ciebie.."



"Nigdy w życiu nie powiem na moich rodziców "Moja stara i "Mój stary" tylko,dlatego,że będę się chciała przypodobać w towarzystwie!"



"Rodzice to jedyni ludzie na świecie,którzy szczerze cieszą się z naszych sukcesów."


Jeśli wciąż masz taką możliwość-podziękuj im za wszystko co dla Ciebie zrobili,jak bardzo ich kochasz,bo dzień,w którym ich zabraknie,może nadejść całkiem niespodziewanie..


 "Szanuj swoich rodziców,skończyli szkoły bez google i wikipedii"

"Rodzice najbardziej rozczulają się,gdy ich dzieci stają się podobne do nich.
Dzieci w pewnym wieku dostają szału,gdy również to zauważą."



"Nie ma solidniejszego muru jakim jest miłość rodziców."




Szanujcie ich!